wtorek, 14 października 2014

Cielęcina w sosie sardelowym

I ponownie Pan Makłowicz spowodował, że koniecznie musiałam coś ugotować. Tym razem chodziło o cielęcinę. Niestety nie udało się kupić cielęcej polędwicy na medaliony - no dobra , nawet nie próbowałam. Kupiłam cielęce sznycle.  Z cielęciną mam taki problem, że robię ją rzadko i potem nigdy nie pamiętam czy mi smakowało czy nie do końca. Kojarzy mi się też z głębokim PRL- em, kiedy nie zawsze oficjalnymi kanałami, docierała do mnie w postaci tzw kulki, która to kulka, była najlepszym możliwym, delikatnym mięsem dla dziecka.  Wracając do dania. Jeżeli , tak jak ja lubicie mięsa wyraziste w smaku - a ja kocham baraninę - to,  to danie nie do końca Was przekona. Jeżeli delikatne mięso jest tym co lubicie - będzie ok. Sos jest smaczny, sardele całkowicie się rozpuszczają i dzięki nim sos ma zdecydowany smak. Cielęcina wyszła miękka, ale jak dla mnie trochę bez wyrazu. Co nie zmienia faktu, że danie było ogólnie dobre. Szkoda, że mało fotogeniczne. 
Inspiracją był przepis Roberta Makłowicza 



składniki
4 cielęce sznycle
 mąka
pieprz
sól
100 g masła klarowanego
100 - 150  ml białego wina
4-5 filecików anchois (lub 2-3 łyżeczki pasty sardelowej)
150 ml śmietanki

przygotowanie
Umyte i osuszone mięso  posolić, popieprzyć i z obu stron otoczyć  w mące. Nadmiar mąki strzepać. Na patelni rozgrzać masło i przesmażyć sznycle na złoto z obu stron. Wlać białe wino, dusić bez przykrycia do czasu aż wino odparuje, a mięso będzie miękkie. Dodać fileciki anchois, rozprowadzić je drewnianą łyżką równomiernie w sosie, wlać  śmietankę , gotować aż sos zgęstnieje. Robert Makłowicz zaleca, aby tak zrobioną cielęcinę podawać z knedlem ziemniaczanym z obu stron przesmażonym na maśle na złoto oraz ogórkami konserwowymi. Ja podałam z ziemniakami i też było smacznie. Smacznego!






3 komentarze:

  1. Ewa. Zrobiłabym bardzo chętnie, bo chyba MNIE by smakowało, ale znając upodobania reszty rodziny,niestety, odpada. Jaki pech, że mój mąż to tylko mielone, schabowy, krupnik, koperkowa i od nowa, od nowa...Błeee!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To trochę męczące - ja chyba tylko dlatego lubie stać w kuchni, że ciągle coś nowego robię, inaczej miałabym problem!

      Usuń
  2. Wspaniałe danie z... charakterem. A character nadaje mu - smak. Świetne, zjadłabym. Pozdrawiam Beatko. :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny i komentarze. Jeśli zostawiasz komentarz jako użytkownik anonimowy, podaj, proszę, imię lub pseudonim. Pozdrawiam